Rdz 2:3 I Bóg błogosławił siódmy dzień, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego swego dzieła, które Bóg stworzył i uczynił.
W judaizmie Siódmym dniem tygodnia jest שַׁבָּת szabbat. Słowo to oznacza odpoczynek lub przerwa. Wypada on w sobotę. Wg kalendarza żydowskiego Szabat zaczyna się w piątek po zachodzie słońca i trwa do soboty wieczorem.
W chrześcijaństwie tradycyjnie siódmym dniem tygodnia również jest sobota, ale większość chrześcijan świętuje niedzielę jako główny dzień religijny. Niedziela upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (opisane m.in. w Nowy Testament) i z czasem stała się „dniem Pańskim”. W praktyce więc niedziela jest najważniejszym dniem tygodnia w życiu religijnym chrześcijan, choć formalnie nie jest siódmym dniem.
Pierwsi chrześcijanie byli Żydami, więc naturalnie zachowywali szabat (sobotę) jako dzień święty — zgodnie z Biblią. Z tym, że w pierwszych wiekach niektórzy chrześcijanie świętowali i sobotę, i niedzielę, ale coraz większe znaczenie miała niedziela.
Przełom nastąpił w IV wieku, gdy cesarz Konstantyn Wielki:w 321 r. ustanowił niedzielę dniem wolnym od pracy w Cesarstwo Rzymskie. To bardzo wzmocniło jej znaczenie w życiu społecznym i religijnym.
Istnieją jednak wspólnoty chrześcijańskie, które nadal uznają sobotę za dzień święty, czyli wracają do tego „tradycyjnego” (biblijnego) układu tygodnia. A oto najbardziej znane grupy.
1. Kościół Adwentystów Dnia Siódmego świętują sobotę (szabat) od piątku wieczorem do soboty wieczorem opierają się bezpośrednio na przykazaniu z Biblii uważają, że to przykazanie nigdy nie zostało zmienione Dla nich niedziela nie ma szczególnego statusu religijnego.
2. Kościół Boży (Dnia Siódmego) Podobnie jak adwentyści: uznają sobotę za dzień odpoczynku i kultu starają się naśladować praktyki pierwszych chrześcijan
3. tzw. chrześcijanie „mesjanistyczni” Nie jest to jedna organizacja, ale różne wspólnoty: łączą wiarę w Jezus Chrystus z elementami judaizmu często zachowują szabat (sobotę) oraz inne żydowskie święta
Dlaczego oni trzymają się soboty? Ich główne argumenty są takie: w Biblii nie ma wyraźnego polecenia zmiany dnia świętego na niedzielę Jezus Chrystus i apostołowie obchodzili szabat zmiana na niedzielę to — ich zdaniem — późniejsza tradycja Kościoła
Starotestamentowe szabasowe zakazy.
Wj 35:3 Nie rozniecicie ognia w żadnym z waszych mieszkań w dzień szabatu.
Lb 28:9 Lecz w dniu szabatu złożysz dwa roczne baranki bez skazy i dwie dziesiąte efy mąki pszennej zmieszanej z oliwą na ofiarę z pokarmów wraz z jej ofiarą z płynów.
Wj 16:23 On zaś powiedział im: Oto co PAN mówił: Jutro będzie odpoczynek, święty szabat dla PANA. Upieczcie, co macie upiec, ugotujcie, co macie ugotować, a co zostanie, zostawcie sobie i zachowajcie do jutra.
Lb 15:32 A gdy synowie Izraela byli na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu.
Lb 15:35 Wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Ten człowiek musi ponieść śmierć; niech całe zgromadzenie go ukamienuje poza obozem.
Wj 16:29 Patrzcie, że Pan dał wam szabat, dlatego szóstego dnia daje wam chleb na dwa dni. Niech każdy zostanie na swoim miejscu; niech nikt nie wychodzi ze swojego miejsca w siódmym dniu.
Podsumowanie.
Rytuały szabatu w ST to nie tylko „dzień wolny”, ale:
zakaz pracy (z bardzo konkretnymi przykładami),
obowiązek świętowania i zgromadzeń,
składanie ofiar,
znak przymierza z Bogiem,
przypomnienie stworzenia świata i wyzwolenia z Egiptu.
Nowotestamentowe cytaty dotyczące szabatu.
Ewangeliczna scena z przechodzeniem Jezusa i uczniów przez pola w dzień szabatu od dawna stanowi wdzięczny materiał dla interpretacji – i równie często dla nieporozumień. W relacji Marka uczniowie, odczuwając głód, zrywają kłosy zboża, co zostaje natychmiast zakwestionowane przez strażników religijnej ortodoksji jako naruszenie prawa.
Odpowiedź Jezusa, odwołująca się do historii Dawida i spożycia przez niego chlebów pokładnych, ma charakter klasycznego argumentu z precedensu. Tyle że zestawienie tych dwóch sytuacji budzi uzasadnione pytania. W przypadku Dawida mówimy o sytuacji skrajnej – ucieczce, zagrożeniu życia i fizycznym wyczerpaniu. W przypadku uczniów trudno doszukać się analogicznej konieczności; głód, owszem, ale wynikający raczej z braku przygotowania niż z sytuacji granicznej.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem interpretacyjny: czy rzeczywiście mamy do czynienia z równoważnymi przypadkami, czy raczej z retorycznym skrótem, który zaciera istotne różnice?
Kulminacją wypowiedzi Jezusa jest zdanie: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). To sformułowanie bywa uznawane za jedno z kluczowych przesunięć akcentu w myśleniu religijnym – od literalnego podporządkowania przepisom ku ich funkcjonalnemu rozumieniu. Problem w tym, że taka interpretacja otwiera szerokie pole do arbitralności: jeśli prawo ma ustępować zawsze „dobru człowieka”, to kto i według jakich kryteriów to dobro definiuje?
W tradycji żydowskiej szabat nie był bowiem jedynie zbiorem restrykcji, ale rytmem życia wspólnoty, w którym wyjątki – choć istniejące – były ściśle określone i ograniczone. W tym świetle opowieść Marka można czytać nie tylko jako spór o prawo, lecz także jako napięcie między dwoma sposobami rozumienia religijnej normy: jako systemu precyzyjnych granic albo jako elastycznej zasady podporządkowanej sytuacji.
I być może właśnie to napięcie, a nie sama kwestia zerwanych kłosów, stanowi istotę tej perykopy – nawet jeśli jej interpretacje od dwóch tysięcy lat pozostają dalekie od zgody.
Mk 3:4 w tej perykopie działa jak klasyczny moment, w którym narracja Ewangelii Marka przestaje udawać subtelną debatę halachiczną i przechodzi w tryb: „proszę bardzo, odpowiedzcie na pytanie, na które nie da się odpowiedzieć bez przegranej”.
Jezus stawia pytanie w formie, która ma cały urok egzaminu ustnego z odpowiedzią wielokrotnego wyboru, tylko że wszystkie opcje są nieprawidłowe dla słuchaczy: „czy wolno czynić dobrze czy źle?”, „ratować życie czy zabijać?”. Konstrukcja jest tak binarna, że aż się prosi, żeby jakiś rabin z Drugiej Świątyni podniósł rękę i powiedział: „przepraszam, czy mogę dostać wersję z przypisem i wyjątkiem interpretacyjnym?”. Ale nie — milczenie jest tu jedyną możliwą odpowiedzią, czyli odpowiedzią idealną z punktu widzenia narracji.
Z perspektywy judaizmu okresu Drugiej Świątyni sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, bo w tle mamy całkiem rozwiniętą świadomość, że szabatu nie traktuje się jak betonowego bloku zakazów. Zasada pikuach nefesh już wtedy funkcjonuje jako elegancki mechanizm ratunkowy dla życia. Problem polega jednak na tym, że przypadek „człowieka z uschłą ręką” niekoniecznie wpisuje się w kategorię „alarm czerwony, natychmiastowa interwencja”. Raczej coś „może jednak poczeka do jutra, bo dziś szabat i mamy inne plany”.
Ale właśnie dlatego scena jest tak wygodna literacko: napięcie nie wynika z realnego sporu prawnego, tylko z jego przearanżowania. Złożona kazuistyka zostaje tu sprowadzona do prostego quizu moralnego, w którym poprawna odpowiedź jest oczywiście znana… tylko że nie przez uczestników dialogu.
Z punktu widzenia redakcji Marka mamy więc coś w rodzaju teologicznego montażu: prawa halachiczne zostają lekko przesunięte na bok jak niewygodne rekwizyty, żeby wyeksponować główną scenę — „Jezus kontra milczący establishment”. A milczenie nie jest tu brakiem wiedzy, tylko idealnym tłem dźwiękowym dla narracyjnej pointy.
W efekcie otrzymujemy nie tyle debatę o szabacie, ile starannie wyreżyserowaną sytuację, w której każda bardziej zniuansowana odpowiedź zostałaby uprzejmie wyproszona ze sceny, bo psułaby dramaturgię.
Wygląda na to, że nasz prowokator konsekwentnie krąży w czasie szabatu, szukając każdej możliwej okazji, by wygłosić swoje credo — niezależnie od tego, jak bardzo rozmija się ono ze zdrowym rozsądkiem. Podobną sytuację widzimy w Łk 13, kiedy Jezus spotyka kobietę od osiemnastu lat opanowaną przez ducha niemocy. Na oburzenie przełożonego synagogi odpowiada: Łk 13:15: Obłudnicy, czyż każdy z was w szabat nie odwiązuje swego wołu albo osła od żłobu i nie prowadzi go, żeby go napoić?
Tyle, że co ma piernik do wiatraka? To, co mówi Jezus, jest banalną oczywistością dla każdego, kto choć odrobinę poważnie traktuje prawo szabatowe i jego sens. Ale tutaj logika zdaje się nie obowiązywać. Skoro ta kobieta od osiemnastu lat była opanowana przez ducha niemocy, to przecież „rozsądnie” mogła jeszcze jeden dzień wytrzymać — i grzecznie poczekać na wizytę u „doktora Jezusa” w bardziej dogodnym terminie.
Jednakże takie nauczania trafiły na podatny grunt i dlatego Paweł pozwolił sobie na następujące stwierdzenie Kol 2:16 Niech więc nikt was nie osądza z powodu jedzenia lub picia, co do święta, nowiu księżyca lub szabatów.
A całkowite zerwanie z szabatem widać jak na dłoni w następującym przekazie:
Rz 14:5 Jeden woli pewien dzień od innego, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo: niech każdy trzyma się własnego przekonania.
Najbardziej bawi mnie Mt 12:5: czy nie czytaliście w Prawie, że w szabat kapłani w świątyni naruszają szabat, a są bez winy?. No bo przecież to zupełnie normalne — jeśli jesteś „po właściwej stronie ołtarza”, to praca w dzień święty nagle przestaje być pracą, tylko staje się „posługą”.
W sumie logiczne: kapłani w świątyni w szabat normalnie działają — składają ofiary, pilnują rytuałów, robią wszystko to, co w każdy inny dzień nazwalibyśmy robotą na pełen etat. Ale spokojnie, to nie praca, to „święta czynność”, więc Prawo się nie czepia. Cudowna elastyczność przepisów — zależna od tego, kto akurat trzyma kadzielnicę.
Aż człowiek się zastanawia, czy Jezus nie powinien dziś wrócić i wprowadzić mały audyt w branży religijnej Kościoła: sprawdzić, czy kazania i spowiadanie to już praca, czy jeszcze „duchowe przesłanie”, czy nieustanne dojenie krwi Jezusa podczas mszy to harówka, czy jednak sakrament, czy kadzenie i machanie dzwonkami wynika z Boskiego Słowa i czy przypadkiem niedziela nie stała się najbardziej produktywnym dniem tygodnia w całym kalendarzu liturgicznym.
Bo wiadomo — wtedy wszystko się zgadza, dopóki odpowiednio nazwiesz to, co robisz.