Aby lepiej przeanalizować odpowiedź na to pytanie, warto najpierw przyjrzeć się statusowi pierwszych wspólnot chrześcijańskich, a zwłaszcza temu, czy ich członkowie mieli obowiązek przekazywania całego swojego majątku gminie.
Krótka odpowiedź brzmi: nie istniał powszechny, obowiązkowy nakaz obejmujący wszystkich wiernych. Przykładem może być wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie: Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby (Dz 2;45) oraz Nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne (Dz 4:32).
Sugeruje to bardzo silną wspólnotę dóbr — coś na kształt dobrowolnego komunizmu religijnego. Istotne są jednak szczegóły: było to działanie dobrowolne, a nie narzucone prawnie; dotyczyło głównie jednej wspólnoty (Jerozolimy) i wynikało z przekonań religijnych, w tym oczekiwania rychłego końca świata, który — według nauczania Jezusa — miał nastąpić jeszcze za życia ówczesnych wiernych.
Na tym tle rozgrywa się historia Ananiasza i Safiry, którzy sprzedali swój majątek, lecz przekazali wspólnocie jedynie część uzyskanych środków. Najpoważniejszym przewinieniem nie było jednak samo zatrzymanie części pieniędzy, lecz kłamstwo - oświadczyli bowiem, że oddali całość. Według przekazu padli martwi jako kara zesłana przez Boga.
Moim zdaniem, choć para dopuściła się kłamstwa i hipokryzji, nie oznacza to automatycznie naruszenia Dekalogu w sensie bezpośrednim. Jednocześnie można to wydarzenie interpretować jako wyraźne ostrzeżenie: w sprawach ofiar składanych Bogu nie należy posługiwać się fałszem - Bóg chociaż nierychliwy, to zawsze sprawiedliwy. Dlatego obłuda w sferze duchowej jawi się tu jako coś szczególnie poważnego.
A jakie zdanie na ten temat mają moi koledzy?